sobota, 25 marca 2017

Wielki Post 2017 - Oddechy - 8/20

7 chlebów, dziwne polecenia, posłuszeństwo, świadkowie cudu...

Ósmy odcinek tegorocznych rekolekcji wielkopostnych "Oddechy", przygotowany przez redakcję FranciszkanieTV: 17 marca 2017 r.

Rekolekcje głosi o. Mateusz Stachowski OFMConv.



Mirjana o Matce Bożej - Medjugorie

Coroczne objawienie Matki Bożej Mirjanie - 18 marca 2017 r.



Widząca Mirjana Dragićević-Soldo miała codzienne objawienia od 24. czerwca 1981 r. do 25. grudnia 1982 r. w czasie ostatniego objawienia Matka Boża powierzywszy jej 10. tajemnicę powiedziała, że będzie się jej objawiała raz do roku i to właśnie 18 marca. Tak było dotychczas - również i w tym roku. Objawienie zaczęło się o 13:44 i trwało do 13:48.

Drogie dzieci! Moim matczynym pragnieniem jest, aby wasze serca były wypełnione pokojem, a wasze dusze, aby były czyste, abyście w obecności mego Syna mogli zobaczyć Jego oblicze. Gdyż, dzieci moje, jako Matka wiem, że jesteście spragnieni pocieszenia, nadziei i opieki. Wy, dzieci moje, świadomie i nieświadomie szukacie mego Syna. I ja, przechodząc ziemski czas, radowałam się, cierpiałam i cierpliwie znosiłam bóle, dopóki mój Syn w całej swojej chwale ich nie usunął. I dlatego mówię memu Synowi: Zawsze im pomóż! Wy, dzieci moje, prawdziwą miłością rozświetlcie ciemność egoizmu, która coraz bardziej ogarnia moje dzieci. Bądźcie wielkoduszni. Niech wasze ręce i serce będą zawsze otwarte. Nie bójcie się. Oddajcie się memu Synowi z zaufaniem i nadzieją. Patrząc na Niego, żyjcie życiem z miłością. Miłować oznacza oddawać się, znosić, a nigdy nie osądzać. Miłować oznacza żyć słowami mego Syna. Dzieci moje, jako Matka mówię wam, tylko prawdziwa miłość prowadzi do wiecznego szczęścia. Dziękuję wam.

Kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/marytv.tv/videos/10155025380878913/

Wspólnotowe Słowo Życia - marzec 2017

"Kto we mnie wierzy będzie miał życie wieczne"

NOWY TESTAMENT
Ewangelia wg św. Jana 11.1-44

W OSTATNIEJ DRODZE DO JEROZOLIMY

Wskrzeszenie Łazarza


1 Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty1. 2 Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi2. Jej to brat Łazarz chorował. 3 Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». 4 Jezus usłyszawszy to rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą»3. 5 A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. 6 Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. 7 Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei!» 8 Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» 9 Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. 10 Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła»4. 11 To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić». 12 Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». 13 Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. 14 Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, 15 ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego!» 16 Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». 
17 Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. 18 A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów 19 i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. 20 Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. 21 Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. 22 Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». 23 Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». 24 Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». 25 Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. 26 Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» 27 Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». 
28 Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel jest i woła cię». 29 Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. 30 Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. 31 Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. 32 A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». 33 Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?» 34 Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». 35 Jezus zapłakał. 36 A Żydzi rzekli: «Oto jak go miłował!» 37 Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» 
38 A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. 39 Jezus rzekł: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». 40 Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. 41 Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. 42 Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». 43 To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» 44 I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!».

Źródło: http://biblia.deon.pl


Na mrocznym tle

Ewangelia czytana w piątą niedzielę Wielkiego Postu jest długa i dotyczy najważniejszej sprawy: życia – śmierci i zmartwychwstania. Choć temat jest tak ważny, to bywa spychany na margines. Sprawcy marginalizowania tego, co najważniejsze, są różni. W końcu trzeba wskazać złośliwe moce na wysokościach, które są nam bardzo nieprzyjazne. Odpowiedzialność ponosimy także my w tej mierze, w jakiej ulegamy pokusie egocentryzmu i iluzji samowystarczalności. Największa odpowiedzialność spada zapewne na tych, którzy „zawodowo” zajmują się działaniami, które mają marginalizować Boga, Ewangelii Jezusa Chrystusa i misyjne działania Kościoła.

Jan Paweł II mówił w roku 1996: „Istnieje dzisiaj wola zagłuszania głosu Boga. Co więcej... ta wola zagłuszania jest dosyć programowa: wielu czyni wszystko, aby Jego głosu nie słyszano, aby był słyszany jedynie głos człowieka, który nie ma nic innego do zaofiarowania poza doczesnością” (za: Gość Niedzielny z 17 marca 1996). Rok później mówił Jan Paweł II w rozważaniu na Anioł Pański: „Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że z przejawów życia publicznego i dominującej kultury, wyłania się obraz ludzkości pewnej siebie, która chętnie obywa się bez Boga, domagając się absolutnej wolności, nawet wbrew prawu moralnemu. Ale jeśli spojrzymy z bliska na rzeczywistość każdej osoby, która musi zdać sobie sprawę z własnej kruchości i samotności, zorientujemy się, że dusze ludzkie ogarnięte są lękiem, obawami przed przyszłością, strachem przed chorobą i śmiercią”.

W podobnym duchu, wskazując na niebezpieczeństwo sekularyzacji, wypowiada się ostatnio Benedykt XVI: „sekularyzacja nie jest zjawiskiem zewnętrznym wobec Kościoła. Również wierni, w tym także pasterze, wystawieni są na działanie dominującej kultury obrazkowej, która poprzez powierzchowne, konsumistyczne podejście do rzeczywistości gruntownie wynaturza wiarę. Wymaga to odpowiedniego przeciwdziałania. Należy przypominać o godności i wolności osoby, o równości wszystkich ludzi, a także o sensie życia i śmierci oraz o tym, co po śmierci nastąpi” (za Biuletynem Radia Watykańskiego).

Zaofiarować człowiekowi jedynie samą doczesność – choćby najbardziej barwną i doraźnie nasycającą – to zdecydowanie za mało. Nie wolno zatem dać się zwieść pozorom wystarczania sobie i świetnego radzenia sobie bez odniesienia do Boga Stwórcy i Ojca. Czas Wielkiego Postu wciąż stwarza nam sposobność do głębszej refleksji i zwrócenia się całym sercem do Boga i Ładu Jego Miłości. Jest to tym ważniejsze, że tak naprawdę wszyscy jedziemy na jednym wozie i wszyscy odpowiemy za falę narastającego zła niewiary i zła moralnego, które (niejako) skumulowane zechce powrócić jako rodzaj „kary”, sankcji. Obyśmy okazywali się dość uważni wobec Boga mówiącego do nas językiem Miłości i Miłosierdzia. Warto się zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie: co tez dzieje się – z nami i w nas, a także w sercu Boga, gdy Miłość Boga jest konsekwentnie lekceważona i, właśnie, marginalizowana?

Dziś – na krótko przed skazaniem Jezusa na śmierć – warto dojrzeć to mroczne tło cywilizacji popadającej w beznadziejny sekularyzm, by tym uważniej usłyszeć Jezusową Ewangelię Życia, życia mimo wszystko.
Jezus i zaprzyjaźniona rodzina

Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz.

Jezus był częstym gościem w domu Łazarza, Marii i Marty. Obecność Jezusa dawała tej rodzinie wiele pokoju i radości. Wszyscy troje czuli się przy Nim bardzo bezpieczni. Jednocześnie ich życie biegło zwyczajne. Sami troszczyli się o codzienny chleb, ale liczyli też na Jezusa, że pomoże im w razie poważnego zagrożenia. A przyszło ono w postaci poważnej choroby Łazarza. Niestety, tak się złożyło, że Jezus znajdował się właśnie wtedy daleko od Betanii. Gdyby był blisko, tu na miejscu, to na pewno uzdrowiłby ich drogiego brata – Łazarza. Było im przykro, że choroba wypadła w takim momencie. Nie tracą jednak głowy i nadziei: posyłają jakiegoś umyślnego gońca, by odszukał Jezusa i powiedział Mu o chorobie Łazarza. O nic wprost nie proszą. Niczego nie podpowiadają, a jedynie odwołują się do miłości, łączącej Jezusa i Łazarza. W głębi serca obie siostry liczyły na to, że Jezus możliwie jak najprędzej zjawi się w Betanii i uzdrowi swego przyjaciela, zanim będzie za późno.

Z dzisiejszej ewangelii jest do wzięcia bardzo dużo, ale wszystko zaczyna się od tego prostego gestu, by – gdy czujemy się zagrożeni i bezradni – co prędzej posyłać wiadomość do Jezusa. On dogłębnie zna naszą sytuację, ale pragnie, by posyłać wiadomość...

Żeby to naprawdę czynić, trzeba wiedzieć, że nas Jezus kocha też wielką miłością. Wierzymy w to tym bardziej, że i u nas Jezus był w gościnie już tyle razy: w czasie każdej dobrej modlitwy, a zwłaszcza gdy zapraszał nas na Eucharystii i dawał nam. .. Siebie w Komunii świętej; gdy On przyjmował nas i my przyjmowaliśmy Jego.

Chciejmy odnowić w sobie tę podstawową świadomość i wiarę chrześcijanina, że nigdy nie jesteśmy zdani na samych siebie. Mamy do Kogo się odwołać! Zaś Jezus słyszy najlżejsze drgnienie serca do Niego „zaadresowane” i szybko oraz skutecznie śpieszy z pomocą. Jego pomoc przekracza skalę naszej wyobraźni i najśmielsze oczekiwania. – Takie stwierdzenia mogą wydawać się jakimś tanim pocieszeniem, zwłaszcza gdy pomyślimy o naszym przemijaniu, chorobach i śmierci... Rzeczywiście, nie ma dla nas ludzi większego zagrożenia i nieszczęścia niż śmierć i grób. Ta perspektywa trwoży nas, zasmuca i zdaje się być ostateczną klęską każdego człowieka i kresem wszystkich ludzkich spraw. Bóg dobrze o tym wie. On – Miłośnik życia. On, który śmierci nie stworzył. On, który wyjaśnia, że śmierć weszła na świat przez zawiść diabła (por. Mdr 2, 24), konsekwentnie przywraca nam ludziom nadzieję na zwycięstwo życia nad śmiercią. – Bóg czyni to, dając najpierw wielkie obietnice: Tak mówi Pan Bóg: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam”, mówi Pan Bóg (Ez 37, 12-14).

Dziś – po poznaniu i ogarnięciu całej drogi Jezusa, aż po Jego zmartwychwstanie – wiemy, że Bóg zapowiada przez Ezechiela nie tylko wyprowadzenie z takiej czy innej niewoli, ale obiecuje – najdosłowniej – wydobycie ludzi z grobów i udzielenie im Boskiego Ducha, który ożywia.

W opisie choroby, śmierci i wskrzeszenia Łazarza wyraźnie widać, jak radykalnie Jezus uczestniczy w biedzie ludzi, których dotknęły fatalne skutki grzechu pierworodnego... Widzimy też i to, że to On wypowiada ostatnie słowo w sprawie śmierci. Najpierw sam – do łez – wzrusza się z powodu bólu, który towarzyszy umieraniu i zrywaniu serdecznych więzi między kochającymi się osobami, a następnie cały ten ból relatywizuje i opromienia cudem wskrzeszenia Łazarza.

Wymowna reakcja na wieść o chorobie Łazarza

Na wieść o poważnej chorobie Łazarza Jezus reaguje z wielkim spokojem. Na wszystko, także na tę sytuację, Jezus patrzy ze swojego szczególnego „punktu”. On patrzy na wszystko razem z Ojcem. Dobrze wie, że Ojciec powierzył Mu wielkie zadanie przekonania ludzi, że wszechmoc miłosiernego Ojca jest na pewno większa niż rażąca siła grzechu i śmierci, która przyszła jako konsekwencja grzechu.

Na kartach Ewangelii często widzimy, jak Jezus wykorzystuje każdą trudną sytuację ludzi, z którymi się spotyka, by głosić im dobrą nowinę o zbawieniu, które sprawia Bóg. Wieść o poważnej chorobie Łazarza Jezus odczytał jako sygnał, by wypowiedzieć wielką katechezę na temat śmierci, która jest przykrym (i, po grzechu pierworodnym, nieuchronnym) etapem na drodze do pełnego udziału w chwale Boga Ojca.

Apostołowie dowiedzieli się od Mistrza, że postrzega On śmierć bardziej jak rodzaj snu niż jako tragiczne wydarzenie, po którym nic już nie ma! Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.

– Tak, jest śmierć! Jest ona czymś poważnym. Sprawia ona, że na naszej Ziemi nieustannie płyną łzy i wielu dotyka smutek. Sam Jezus wnet zapłacze, gdy zobaczy płaczącą Marię i Martę, a w nich wszystkie ludzkie rozstania w godzinie umierania i śmierci... Z drugiej strony Jezus wie, że to właśnie On – swym przejściem przez Ziemię, swoją Paschą – wysusza źródła łez.

Jezus – w odróżnieniu od nas biednych ludzi, widzących jedynie to, co bezpośrednio uchwytne – już się raduje i uczy radować się pośród największych utrapień tego życia: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli.

W co mają uwierzyć uczniowie Jezusa?

– W to, że On naprawdę jest naszym zmartwychwstaniem i życiem.

– I że kto we Niego wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Że każdy, kto żyje i wierzy w Niego, nie umrze na wieki.

o. Krzysztof Osuch SJ

Częstochowa, 9 marca 2008 AMDG et BVMH

Źródło: http://mateusz.pl/mt/ko/ko-wl.htm

Wizytacja Generała Zakonu w Domu Misyjnym w Swarzewie 3-6.04. 2017

Przylot na lotnisko do Gdańska – poniedziałek 16.15

Powitanie w domu

18.00 – Kolacja wspólna

19.00 - Nieszpory

Wtorek 4.04.2017

8.00 – Msza św

8.45 – Śniadanie połączone ze wspólną kawą

10.30 – Rozmowy osbiste z o.Generałem

12.45 – Modlitwa południowa

13.00 – Obiad wspólny z ks proboszczem i siostrami Misjonarkami Krwi Chrystusa

Wyjazd na Hel lub do Piaśnicy i Wejherowa Sanktuarium Kalwaria

17.30 - Nieszpory

18.00 – Kolacja

19.00 – Spotkanie z młodzieżą i modlitewną grupą "Dobra Nowina" przy dobrym ciastku i herbatce
Prezentacja naszego domu Misyjnego przygotowana przez młodzież

Środa 5.04.2017

8.00 – Jutrznia

8.30 – Śniadanie

9.00 – Wyjazd do Gdańska ( zwiedzanie )

13.45 – Modlitwa południowa

14.00 – Obiad

Możliwość dalszych rozmów z o. Generałem

Odwiedziny ks proboszcza , sióstr Misjonarek Krwi Chrystusa

18.00 – Kolacja

19.00 – Wspólna Msza św razem z siostrami, młodzieżą, modlitewną grupą i ludźmi z zewnątrz
Możliwość rozmowy z o.Generałem

Czwartek 6.04.2017

7.30 – Msza św
Śniadanie
Możliwość rozmowy ?


10.00 - Wyjazd do Ożarowa

czwartek, 23 marca 2017

Spotkanie przy Biblii - już dzisiaj 23.03.2017

Zapraszamy wszystkich, którzy razem z nami chcą pochylić się nad Słowem Życia. 

Dzisiaj, 23.03.2017, czwartek
godz. 20.00

Dom Misyjny Misjonarzy Krwi Chrystusa w Swarzewie


piątek, 17 marca 2017

Wielki Post 2017 - Oddechy - 7/20

Kto ma uszy do słuchania... Czyli o tym, czy umiemy używać uszu.

Siódmy odcinek tegorocznych rekolekcji wielkopostnych "Oddechy", przygotowany przez redakcję FranciszkanieTV: 15 marca 2017 r.

Rekolekcje głosi o. Mateusz Stachowski OFMConv.

czwartek, 16 marca 2017

Łaski płynące przez Maryję


Przypadające w bieżącym roku rocznice maryjne to zaproszenie dla nas, żebyśmy tej łaski, która idzie przez pośrednictwo Maryi, nie utracili – powiedział ks. abp Wacław Depo. Podczas ostatniego zebrania plenarnego biskupi powołali Komisję Maryjną KEP, której metropolita częstochowski został przewodniczącym.

Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/178233,laski-plynace-przez-maryje.html

Ks G Amorth Szatan kusi każdego człowieka w celu doprowadzenia go do piekła


środa, 15 marca 2017

Ostatnie wezwanie - sprawa Medjugorie

O maleńkiej wiosce w górach Hercegowiny, która jest na ustach całego świata - rozmowa z Lechem Dokowiczem i Maciejem Bodasińskim.

Do Medjugorie od 30 lat przyjeżdżają niezliczone tłumy. Kościół wciąż nie wypowiedział się oficjalnie o prawdziwości objawień

Marcin Jakimowicz: Nie macie wrażenia, że balansujecie na krawędzi? Kościół – co skrupulatnie przypominają przeciwnicy Medjugorie – wciąż nie uznaje objawień…

Lech Dokowicz: To prawda, ale one dokonują się dzisiaj, więc jeżeli chcemy mieć film, który dokumentuje obecną sytuację, to musimy działać tu i teraz. Trzeba pamiętać, że jest to fenomen przyciągający do Medjugorie co roku dziesiątki tysięcy ludzi od ponad 30 lat. Bardzo wielu z nich zmienia całkowicie swoje życie, oddając je Bogu, dla wielu innych jest to niezwykłe umocnienie wiary. Tak więc dla nas, filmowców, to niepowtarzalna szansa i obowiązek, aby zapytać, co się tam dzieje.

Widziałem film i wiem, że nie macie wątpliwości co do tego, że objawienia są prawdziwe…

Maciej Bodasiński: Kiedy 1,5 roku temu rozpoczynaliśmy pracę nad filmem, nie było to takie oczywiste. Zaznajomiliśmy się z argumentami zwolenników i oponentów. Film nie jest wynikiem szybkiego wyjazdu i pochopnych decyzji, jest owocem wielu modlitw, rozważań i doświadczeń – taka jest nasza ocena sprawy.

A jak zareaguje Lech Dokowicz, gdy oficjalne zdanie Kościoła będzie brzmiało: „To fałszywe objawienia”?

LD: Gdyby tak się miało stać, podporządkujemy się stanowisku Kościoła i będziemy czekać, „co na to Pan Bóg”. Warto w tym kontekście pamiętać o objawieniach siostry Faustyny. Kościół uznał je dopiero po kilkudziesięciu latach oraz osobistych interwencjach kard. Wojtyły, przedtem był czas, w którym zakazywano propagowania kultu. Dziś trudno sobie wyobrazić, że mógł istnieć sprzeciw wobec propagowania kultu Miłosierdzia Bożego. Niezwykłe duchowe fenomeny związane z działalnością św. ojca Pio stały się powodem, dla którego zakazano mu na kilka lat kontaktu z wiernymi, a dziś do grobu świętego przybywają tysiące osób, które oczekują łask za jego wstawiennictwem. Chcę przez to powiedzieć, że nakazom Kościoła należy się poddać, bo w posłuszeństwie ukazuje się wola Boża na daną chwilę. Natomiast w życiu duchowym, jak pokazują powyższe przypadki, może być tak, że wezwanie do posłuszeństwa, choć obiektywnie błędne z punktu rozeznania prawdziwości zjawiska, jest próbą weryfikującą intencje zaangażowanych.

Co odpowiadacie tym, którzy twierdzą: to zwykle fajerwerki, sztuczki Złego?

LD: „Żadne królestwo nie ostoi się wewnętrznie skłócone”. Według mnie jest absurdem myślenie, że diabeł mógłby przez dziesiątki lat reżyserować widowisko, którego skutkiem są nawrócenia dziesiątek tysięcy ludzi, a Pan Bóg by na ten stan rzeczy pozwalał.

W czasie każdej reżyserskiej przygody mieliście spore duchowe zawirowania. Tym razem obyło się bez przygód?

MB: Były i tym razem. Podam jeden przykład: był taki moment, gdy zrezygnowani wracaliśmy do wynajętego pokoju, by spakować się i wracać do Polski – bez filmu. Nikt nie chciał z nami rozmawiać, zdjęcia zupełnie nie wychodziły, mieliśmy wtedy dużo wątpliwości co do autentyczności objawień. Biorę do ręki telefon, a tam SMS od nieznanej mi osoby, wysłany pół roku wcześniej: „Módl się więcej, Matka Boża wszystko widzi”. Chwilę później Leszek włącza komputer, właśnie otrzymał wiadomość na Facebooku, też od obcej osoby: „Matka Boża objawiła mi wasze trudności, ofiarowuję w waszej intencji post w środy i piątki, o chlebie i wodzie, aż do końca pracy nad filmem”. Wzruszyliśmy się głęboko, nie jesteśmy sami. No dobra, Panie Boże, spróbujemy jeszcze raz, jedziemy do Jacova, już raz nam odmówił, w ogóle nie udziela wywiadów. Jest w domu, otwiera drzwi, bez żadnych wstępów prosimy o wywiad, on się uśmiecha szeroko: „Jasne, nie ma sprawy, kiedy chcecie?”. To był moment zwrotny, od tego dnia zaczęły się prawdziwe zdjęcia.

Rozmawialiście w Vicką – jedną z widzących. Co zaskoczyło Was w jej postawie?

MB: Vicka bardzo cierpi, przeszła wiele operacji kręgosłupa, ból jej nie opuszcza, a w ogóle tego po niej nie widać, cały czas się śmieje. Ma się wrażenie, że zauważa każdego człowieka, nawet gdy otacza ją kilkutysięczny tłum. Po chwili ty sam zaczynasz się uśmiechać i twoje problemy nie wydają się już tak wielkie. W takich momentach doświadczasz skrawka nieba.

Dlaczego Maryja zapowiedziała: „To ostatnie objawienie”? Naprawdę mamy tak mało czasu?

LD: Maryja nie powiedziała: „To ostatnie objawienie” tylko „To ostatnie TAKIE objawienie”, co oznacza, że jest to ostatnie Jej objawienie w takim wymiarze, jeżeli chodzi o częstość spotkań i czas ich trwania. Ze względu na ilość i jakość popełnianych obecnie przez ludzkość grzechów – wystarczy przypomnieć ponad miliard popełnionych w ostatnich 30 latach aborcji, masowej apostazji ochrzczonych, bluźnierstwach tysięcy ludzi, których gromadzą rozmaite sekty satanistyczne, czy masowym grzechu sodomskim – świat nie powinien już istnieć. Jeżeli jeszcze istnieje, to tylko dlatego, że miłosierdzie Boga jest większe niż Jego sprawiedliwość. Ale nie jest tak, że Pan Bóg pozwoli się obrażać w nieskończoność. Ja rozumiem to częste przychodzenie Maryi w Medjugorie także jako krzyk do świata: nawracajcie się, dopóki jest czas miłosierdzia, bo po nim przyjdzie sprawiedliwość.

Wielu jedzie do Medjugorie, by zobaczyć wirujące słońce czy tańczący krzyż na Kriżevacu. Co dla was było największym cudem tej hercegowińskiej wioski?

LD: Było nim pewne osobiste zdarzenie, które dotyczyło mojej rodziny – pewien prezent, który Pan Bóg dał nam w tym miejscu – ale jest to sprawa osobista.

MB: Jacov pozwolił sfilmować objawienie, które ma raz do roku, 25 grudnia, w Boże Narodzenie. Leszek nie mógł jechać. 23 grudnia, jesteśmy niespakowani, syn Franek ma 39 stopni gorączki, ogromne napięcie – jechać, nie jechać, w końcu ruszyliśmy wieczorem. 17 godzin jazdy, w ulewie zamarzającej na szybach, w drodze spalona opona, cudem przeżyliśmy. Wigilia w pokoju hotelowym (pierogi z plastikowej miski). A jednak to był wyjazd życia, byliśmy codziennie razem na Mszy św., mój najstarszy, 9-letni syn Kuba przeżył duchowe spotkanie z Jezusem (zapamięta to do końca życia). Spotykaliśmy ludzi na ulicy, którym mówiliśmy o Bogu i Maryi, a oni płacząc, postanawiali zmienić swoje życie. To było nieprawdopodobne. Wszyscy zrozumieliśmy (ja, Agnieszka, Kuba, Jaś i Franek), że prawdziwe szczęście to zaufać Bogu i żyć w Nim.

Często powtarza się zarzut, że objawień w Medjugorie jest „za dużo”, że powtarzają się...

MB: Przez bardzo długi czas myślałem podobnie, orędzia wydawały mi się banalne, trochę o niczym. Gdy zaczęliśmy pracę nad filmem, spróbowałem „dać Matce Bożej szansę”. Zacząłem je czytać, próbując przyjąć i zrozumieć. I nagle poczułem, że orędzia te są skierowane do mnie. Jedno z nich wisi w naszym studiu: „Drogie Dzieci! Dziś wzywam was do modlitwy w moich intencjach. Odnówcie post i modlitwę, bowiem szatan jest mądry i wiele serc przyciąga do grzechu i upadku. Dziatki, wzywam was do świętości i do życia w łasce. Adorujcie mojego Syna, by On wypełnił was pokojem i miłością, których pragniecie. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. Co robi Matka, gdy Jej nie słuchasz? Napomina ponownie. Gdy dalej nie słuchasz? Próbuje jeszcze raz. Czy powinna w końcu przestać? Co się wtedy z tobą stanie?”.

Zakończył się Rok Wiary. Zaskoczył was czymś? Zdumiał?

LD: Nie powiedziałbym, że zaskoczył, lecz ucieszył. Muszę wspomnieć o niezwykłych ewangelizacjach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, gdzie fenomenem było zaangażowanie całej diecezji, jej kapłanów oraz dużej części wiernych. Następnie spotkanie ewangelizacyjne dla ponad 60 tys. ludzi, poprowadzone przez o. Johna Bashoborę na Stadionie Narodowym, trzydniowa ewangelizacja Krakowa i eucharystyczna ewangelizacja Rzeszowa z okazji uroczystości Bożego Ciała. Wybrałem spośród wielu te przykłady, ponieważ sytuacja, w której żyjemy, nie pozwala już na marnowanie czasu na rzeczy małe. Zbyt dużo ludzi gubi się i zatraca swoje dusze, abyśmy mogli spokojnie dalej zajmować się tylko naszymi małymi przydomowymi ogródkami. Kościół katolicki musi się stać na powrót wielkim, czytelnym znakiem. Aby to się stało, nie wolno nam się bać rzeczy wielkich, przeciwnie – powyższe przykłady pokazują, jak bardzo Pan Bóg wspiera takie działania.

Źródło: Marcin Jakimowicz | GN 48/2013