środa, 17 sierpnia 2011

List od sióstr z Rybna

List sióstr od Wspólnoty Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia z Rybna



Kochani,
Nadszedł chyba czas, abyśmy pokazali światu jakość naszej wierności Bogu. Polska była „zawsze wierna” i teraz mamy okazję pokazać czy jesteśmy godni naszych przodków. To piękny czas, gdy możemy zaświadczyć o naszej wierze, możemy stanąć przy Chrystusie w Jego Kościele, by mógł nas poprowadzić.
    Widzimy, że „powstało dziś wielu fałszywych proroków”, którzy pod pięknymi hasłami chcą nawet najwierniejszych odłączyć od posłuszeństwa Kościołowi, Ojcu Świętemu, Biskupom czyli od Chrystusa. Nie dajmy się zwieść. Hasła mogą być najpiękniejsze, ale tylko w wierności, w posłuszeństwie Kościołowi, w posłuszeństwie Biskupom będziemy je realizować dla Boga, dla dobra naszych bliskich.
    Gdy nie będzie w nas tego posłuszeństwa oddamy wszystko duchowi buntu i sami zniszczymy to, czego tak pragniemy, to co dla nas jest troską i świętością. Nie dajmy się zaślepić. Gdzie duch buntu, zawziętości i stawiania na swoim, tam Duchowi Świętemu nie pozwalamy działać.
    Czytajmy Listy św. Pawła, czytajmy Ewangelie. One nauczą nas posłuszeństwa na wzór Jezusa Chrystusa, który był posłuszny Bogu Ojcu aż po krzyż. Popatrzmy na św. o. Pio, na bł. ks. Michała Sopoćko. To właśnie posłuszeństwo Kościołowi, posłuszeństwo Biskupom doprowadziło ich do świętości, choć nie było łatwe. Naśladujmy tych Świętych. CzytajmyDzienniczek św. s. Faustyny, ona także jest wzorem posłuszeństwa. To w Dzienniczku s. Faustyna zapisała słowa Jezusa:

„Największe dzieła w oczach Moich są bez znaczenia, jeżeli są samowolne, a często są niezgodne z wolą Moją i zasługują raczej na karę, a nie na nagrodę” (Dz.s.F. 639). „Wiedz, że większą chwałę oddajesz Mi przez jeden akt posłuszeństwa, niż przez długie modlitwy i umartwienia” (Dz.s.F. 894). 

„Pan Jezus, który głęboko się spojrzał na mnie i dał mi poznać, jak Go to boli, jeżeli w najdrobniejszej rzeczy nie staram się pełnić woli przełożonej, k t ó r a   j e s t   w o l ą   M o j ą ” (Dz.s.F. 329).

    Kochani, przed nami próba. Wierzymy, że Polacy potrafią jej sprostać, potrafią odpowiedzieć wiernością, jak nasi ojcowie. Wierzymy, że wytrwamy i nie zawiedziemy Boga. Posłuszeństwo Kościołowi, posłuszeństwo naszym Biskupom – to jedyna droga, bo droga Jezusa, droga wielu Świętych. I nie osądzajmy, nie potępiajmy – bo przed tym ostrzegał już Jezus. „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni” (Łk 6,37). Bądźmy posłuszni, zaufajmy Bogu. On nas prowadzi i gdy w tym wytrwamy, doprowadzi nas bezpiecznie do celu, którego tak bardzo pragniemy. Tylko w posłuszeństwie nie pozwoli nam zabłądzić.
    Wyraźmy solidarność z Kościołem, z naszymi Biskupami, wyraźmy naszą wiarę – częstą spowiedzią, uczestnictwem we Mszy św. i przystępowaniem do Komunii św. Ofiarujmy nasze modlitwy, szczególnie Różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego, ofiarujmy nasz codzienny trud w intencji naszej Ojczyzny, prosząc o jedność, o wierność wszystkich jej dzieci. Osłońmy modlitwą naszych Biskupów przed atakami zła. Niech poczują, że jesteśmy z Nimi.
    Otaczamy Was modlitwą, towarzyszymy Wam w niej i pozdrawiamy z całego serca.

Wasze Siostry z Rybna    

  
  Jeśli chcesz, by Bóg mógł działać w Twoim życiu, powierz je Jezusowi i Jego Miłosierdziu, bo jak powiedział św. Faustynie ocali każdego, kto oddaje się jego Miłosierdziu:
 
  M O D L I T W A   Z A W I E R Z E N I A
J E Z U S O W I   M I Ł O S I E R N E M U
 
Jezu Najmiłosierniejszy, mój Panie i Zbawicielu.
Wobec nieba i ziemi, świadom(a) swojej nędzy,
grzeszności i niewystarczalności,
oddaję się dziś zupełnie i całkowicie, świadomie i dobrowolnie
Twemu Nieskończonemu Miłosierdziu.
  Ufając Twojej Miłosiernej Miłości
wyrzekam się na zawsze i całkowicie:
– zła i tego co do zła prowadzi
– demonów i wszelkich ich spraw i pokus
– świata i wszystkiego czym usiłuje mnie pociagać i zniewalać
– siebie i wszystkiego co buduje i zaspokaja mój egoizm i pychę.
  Oddaję się Tobie Jezu, Najmiłosierniejszy Zbawicielu,
jako jedynemu mojemu Bogu i Panu,
jedynej miłości, pragnieniu i celowi mojego życia.
Z całą pokorą, ufnością i uległością
wobec Twojej Najmiłosierniejszej Woli
oddaję Ci siebie:
– moje ciało, duszę i ducha
– całą moją istotę
– życie w czasie i w wieczności
– przeszłośc, teraźniejszość i przyszłość
– rozum, uczucia i pragnienia
– wszelkie zmysły, władze i prawa
– wolę i wolność moją
– wszystko czym jestem, co posiadam i co mnie stanowi.
  Nie zostawiam sobie nic, wszystko oddaję Twojej Świętej Woli
przez ręce Niepokalanej Matki Miłosierdzia.
Rozporządzaj mną jak chcesz, według Twojego Miłosierdzia.
Broń mnie i posługuj się mną
jako swoją wyłączną i całkowitą własnością.
Jezu, ufam Tobie!
  Amen.
  I odmawiaj Koronkę do Bożego Miłosierdzia za tych, których kochasz.


wtorek, 16 sierpnia 2011

Św. Charbel Makhlouf


Św. Charbel Makhlouf
Wielki mistyk Wschodu
1828 - 1898
św. CharbelPan Bóg wybiera niektórych ludzi, aby w nadzwyczajny sposób przypominali światu o Jego istnieniu, Jego wszechmocnej miłości oraz nieskończonym miłosierdziu. Święty Charbel [czyt. Szarbel] Makhlouf jest jednym z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi zachwyt i powszechne zdziwienie z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, które się dokonały za pośrednictwem jego osoby.
Święty Charbel Makhlouf urodził się 8.05.1828 r. jako piąte dziecko ubogich rolników Antuna i Brygidy Makhloufów, zamieszkałych w małej, górskiej miejscowości Beaakafra, 140 km na północ od Bejrutu. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzice jego byli katolikami obrządku maronickiego. Dzieci Makhloufów wzrastały w radosnej atmosferze wzajemnej miłości, która wynikała z codziennej modlitwy oraz ciężkiej pracy na roli. W tych czasach Liban był pod panowaniem otomańskim. 
św. CharbelKiedy Józef miał 3 lata, umarł mu ojciec. Aby zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie, matka decyduje się powtórnie wyjść za mąż - za uczciwego i pobożnego Ibrahima, który był stałym diakonem. W wieku 14 lat Józef po raz pierwszy odczuł powołanie do życia zakonnego. Dopiero jednak w 1851 r. decyduje się na wstąpienie do klasztoru w Maifug. Odbywa tam postulat i pierwszy rok nowicjatu. Na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, gdzie 1 listopada 1853 r. składa pierwsze śluby zakonne. Przybiera imię zakonne Charbel - jest to imię antiocheńskiego męczennika z 107 roku. Kończy studia teologiczne i 23 lipca 1859 r. otrzymuje święcenia kapłańskie. 
Jako młody ksiądz w 1860 r. jest świadkiem strasznej masakry przeszło 20 000 chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie bez żadnej litości mordowały całe rodziny chrześcijan, plądrowały, grabiły i paliły kościoły, konwenty, gospodarstwa i domy. Setki uciekinierów - głodnych, poranionych, przerażonych tym, co się stało i co mogło ich jeszcze spotkać - szukało schronienia w klasztorze w Annai. Ojciec Charbel całym sercem pomagał uciekinierom oraz modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.św. Charbel
Kiedy człowiek całkowicie oddany Chrystusowi się modli, uobecnia w świecie wszechmocną miłość Boga. Wtedy sam Chrystus działa przez niego, zwyciężając zło dobrem, kłamstwo prawdą, nienawiść miłością. Jest to jedyny w pełni skuteczny sposób walki ze złem obecnym w świecie. W taki właśnie sposób przeciwstawiał się złu o. Charbel. Wiedział on, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. To był główny cel jego zakonnego życia. Tylko ludzie, którzy szczerze dążą do świętości, czynią świat lepszym. 
15 lutego 1875 r., po 17 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai, o. Charbel otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się do eremu św. św. Piotra i Pawła, aby tam - w całkowitym milczeniu, przez modlitwę, pracę i jeszcze surowsze umartwienia - całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem. Erem ten był pustelnią położoną na wysokości 1350 m n.p.m. i mieszkało w nim trzech zakonników. 
Cela o. Charbela miała tylko 6 metrów kwadratowych; pod habitem libański eremitaśw. Charbelnosił zawsze włosiennicę, spał tylko kilka godzin na dobę, jadł bardzo skromne potrawy bez mięsa, i to tylko jeden raz na dzień. Centrum jego życia była Eucharystia. Codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy eremu; długo się do niej przygotowywał, a po jej skończeniu przez 2 godziny trwał w dziękczynieniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu; medytował także teksty Pisma św., nieustannie modlił się i pracował. W ten sposób o. Charbel całkowicie oddawał się do dyspozycji Boga, aby Stwórca oczyszczał jego serce, by uwalniał go od wszelkich złych skłonności i egoizmu - czyli czynił go świętym, to znaczy takim, jakim Jezus pragnął, aby się stał. Jego zakonni współbracia już za życia uważali go za świętego, gdyż widzieli, że w heroiczny sposób naśladował Chrystusa. Tylko niektórych ludzi Chrystus powołuje na taką drogę życia, jaką przeszedł św. Charbel, ale wszystkich powołuje do świętości. Po to żyjemy na ziemi, aby dojrzewać do miłości, do nieba - czyli uczyć się kochać tak, jak kocha nas Chrystus, i wcielać w swoim codziennym życiu Jego największe przykazanie: "abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie" (J 13, 34). 
Ojciec Charbel był tak ściśle zjednoczony z Chrystusem, że w spotkaniu z każdymśw. Charbelczłowiekiem promieniował radością czystej miłości, a Jezus przez jego pośrednictwo mógł dokonywać różnych znaków i cudów. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. na polach rolników mieszkających w wioskach w pobliżu klasztoru w Annai osiadła potężna chmura szarańczy, która niszczyła uprawy rolne. Dla miejscowych ludzi była to straszna plaga, prowadząca do wielkiego głodu. Przełożony polecił o. Charbelowi, aby natychmiast udał się na pola zajęte przez szarańczę i by się tam modlił, błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane. 
W 1873 r. o. Charbel z polecenia swojego przełożonego został zawieziony dośw. Charbel pałacu księcia Rachida Beika Al-Khoury, aby się pomodlić nad jego synem Nagibem, który umierał zarażony tyfusem. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Ojciec Charbel udzielił choremu sakramentu chorych, a następnie pokropił go święconą wodą -wtedy w jednym momencie, ku wielkiej radości wszystkich obecnych, Nagib całkowicie odzyskał zdrowie. Po skończeniu studiów medycznych rozpoczął praktykę lekarską i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. W małym miasteczku Ehmej żył człowiek psychicznie chory, bardzo niebezpieczny dla siebie i innych. Kilku mężczyzn z wielkim trudem przywiozło go do klasztoru w Annai, lecz nie było w stanie wprowadzić go do kościoła, ponieważ opierał im się z nadludzką siłą. Wtedy zbliżył się ?do niego o. Charbel i rozkazał mu pójść za sobą oraz klęknąć przed tabernakulum. Człowiek ów uspokoił się i pokornie wykonał polecenie mnicha. Po modlitwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, o. Charbel odczytał nad głową chorego fragment Ewangelii. Wtedy stał się cud: psychicznie chory mężczyzna odzyskał zdrowie. Później ożenił się, a kiedy miał już liczną rodzinę, przeniósł się do USA. (Jest jeszcze wiele innych relacji o cudownych zdarzeniach w życiu św. Charbela, ale najwięcej dokonało się już po jego śmierci). 
Ojciec Charbel zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 r., podczas nocnej adoracjiśw. CharbelNajświętszego Sakramentu. Współbracia zakonni znaleźli go rano leżącego na posadzce kaplicy; widzieli, jak z tabernakulum promieniowało przedziwne światło, które otaczało ciało zmarłego. Był to dla nich oczywisty znak z nieba. Na dworze padał wówczas obfity śnieg i wiał mroźny wiatr. Wszystkie drogi do eremu zostały całkowicie zasypane, zatem nikt z klasztoru nie mógł zawiadomić mieszkańców okolicznych wiosek o śmierci świętego pustelnika. Stała się jednak rzecz niezwykła: otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali tego dnia wewnętrzne przekonanie o narodzeniu się o. Charbela dla nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg, by można było dotrzeć do eremu i przenieść ciało do klasztoru w Annai. "Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban" - napisał o. przeor. "Módlmy się, aby Bóg uczynił go naszym patronem, który będzie nas strzegł i prowadził przez ciemności ziemskiego życia".
25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia, o. Charbel został pochowany we wspólnymśw. Charbelzakonnym grobie. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające, tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło nieustannie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie w całej okolicy. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zobaczyć to osobliwe zjawisko. Niektórym z przybyłych udało się otworzyć grób i zabrać ze sobą jako relikwię kawałek ubrania czy kilka włosów z brody eremity. Patriarcha maronitów, poinformowany o tym, co się działo przy grobie pustelnika, ze względów bezpieczeństwa nakazał przeniesienie ciała do klasztoru. Grób o. Charbela został otwarty w obecności lekarza i innych urzędowych świadków. Była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pustelnika pozostały nienaruszone. św. CharbelPo wyjęciu z grobu ciało poddano badaniom; stwierdzono, że nie miało ono najmniejszych śladów pośmiertnego rozkładu i wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia (pewien rodzaj surowicy z krwią). Do dnia dzisiejszego płyn ten wypływa z ciała Świętego i jest znakiem Chrystusowej mocy uzdrawiania. Ciało o. Charbela zostało obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do otwartej trumny, która została złożona w klasztornym schowku, niedostępnym dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty na ciele o. Charbela z powodu nieustannie wydzielającego się płynu. 
Dopiero 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny iśw. Charbelprzeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 r. z tego grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Dokonano tego w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Oczom zebranych ukazał się niesamowity widok: ciało świętego pustelnika wyglądało tak, jak w chwili śmierci - było zachowane w idealnym stanie. Tajemniczy płyn nieustannie wydzielający się z ciała całkowicie skorodował metalową trumnę i przedziurawił marmur grobowca. Po obmyciu i ubraniu w nowe szaty zwłoki św. Charbela zostały przez kilka dni wystawione na widok publiczny, a później w nowej trumnie złożone do grobowca i zacementowane. Tego roku zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Klasztor w Annai stał się celem pielgrzymek nie tylko dla chrześcijan, ale także dla muzułmanów oraz przedstawicieli innych wyznań.
7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok o. Charbela w obecnościśw. Charbelpatriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się nieustannie z niego wydobywał. Ponownie wystawiono je na widok publiczny od 7 do 25 sierpnia tego roku. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie się płynu ze zwłok, między, innymi usunięto z nich żołądek i jelita, ale wszystkie te zabiegi okazały się nieskuteczne. Ludzkie działania nie były w stanie powstrzymać Bożej mocy działającej w ciele świętego eremity.
Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowośw. Charbelbadał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: "Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie - a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej - to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga".  
W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowanyna placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się rzecz niezwykła: otóż kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać mnicha. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.  
Święty Charbel przykładem swojego życia i nieustannym wstawiennictwem u Bogaśw. Charbelapeluje do nas, abyśmy codziennie, z odwagą i w sposób bezkompromisowy, zmierzali do szczęścia wiecznego w niebie. A prowadzi tam tylko jedna droga, na którą zaprasza nas Jezus: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8, 34-35). Patrząc na przykład św. Charbela, nie bójmy się iść drogą umartwienia, zaparcia się siebie, śmierci dla grzechu, aby całkowicie jednoczyć się z Chrystusem - Źródłem Miłości - przez wytrwałą modlitwę, sakramenty pokuty i Eucharystii oraz ofiarną miłość bliźniego.  
św. CharbelW sanktuarium św. Charbela w miejscowości Annaya znajduje się obfita dokumentacja o przeszło sześciu tysiącach cudownych uzdrowień. Z pewnością jest to tylko mała część tych cudownych znaków, które się dokonały za wstawiennictwem świętego pustelnika z Libanu. Dziesięć procent z nich dotyczy osób nieochrzczonych, muzułmanów, druzów i wyznawców innych wyznań.
Wybraliśmy kilka z nich, uzdrowienia z ostatnich lat:
Wiosną 2004 r. pięćdziesięciocztero-letnia Francuzka Bernadette Marie Helenę Vernamat, mieszkająca w Orange, wybrała się z pielgrzymką do Libanu do grobu św. Charbela. Kobieta chorowała na złośliwego raka piersi i żołądka. Po spowiedzi i Komunii św. odmówiła cały różaniec przy grobie św. Charbela. Badania, które zrobiła po powrocie do domu, wykazały jej całkowite uzdrowienie.
George Younan jest kardiologiem pracującym w USA. W 2004 r. zaczął odczuwaćśw. Charbelszum w uszach oraz ból głowy. Okazało się, że było to spowodowane zaczopowaniem głównej arterii, dostarczającej krew do mózgu. Konieczna była operacja, z którą jednak wiązało się wielkie ryzyko - w razie niepowodzenia mężczyźnie groził paraliż albo nawet zgon. Mimo to George zgodził się na zabieg. Kiedy jego data została wyznaczona, żona George'a zaczęła się gorąco modlić do św. Charbela, prosząc go o wstawiennictwo u Boga, aby jej mąż wrócił do zdrowia. Następnego dnia George poczuł się doskonale, zniknęły wszelkie jego bóle. Badania lekarskie wykazały, że w niewyjaśniony sposób niedrożna arteria wróciła do normalnego stanu.
Libanka Malake Michel - Malek urodziła się w 1950 r. ze zniekształconymi nogami. Mogła poruszać się tylko za pomocą kul i specjalnego aparatu ortopedycznego. Wielokrotne operacje okazały się nieskuteczne. Latem 2004 r. Malake trzy dni spędziła w klasztorze w Annai przy grobie św. Charbela, poszcząc i modląc się o uzdrowienie. Zaraz po powrocie do domu została całkowicie uzdrowiona - jej nogi stały się normalne. Kobieta natychmiast wyruszyła do grobu św. Charbela, aby podziękować za cudowne uzdrowienie.
św. CharbelW 1992 r. szwedzkie i brytyjskie dzienniki, między innymi The Guardian, informowały o piętnastoletniej Samirze Hannach, której pokazał się św. Charbel w jej domu niedaleko Sztokholmu. Od tego czasu z portretu św. Charbela, który Samira ma w swoim mieszkaniu, wypływa tajemniczy olej o leczniczych właściwościach.
Każdego miesiąca rana będzie krwawić.
Na początku stycznia 1993 r. Nouhad Al-Chami, pięćdziesięciodziewięcioletnia Libanka, matka dwanaściorga dzieci, została lewostronnie całkowicie sparaliżowana. Sprawę dodatkowo komplikowała obstrukcja jej arterii szyjnej. Nouhad z coraz większą trudnością mogła mówić i jeść. Według opinii lekarzy można było jeszcze próbować operować tętnicę szyjną, ale szansę powodzenia tej chirurgicznej interwencji były minimalne. Mąż i dzieci jedyną nadzieję położyli w Bogu. Najstarszy syn chorej, Saad, wybrał się z pielgrzymką do pobliskiego klasztoru w Annai, w którym znajduje się grób św. Charbela Makhloufa, aby za jego wstawiennictwem modlić się o uzdrowienie swojej mamy. Po powrocie namaścił szyję matki płynem wydzielającym się z ciała św. Charbela. Kobieta bardzo cierpiała i modliła się do Matki Bożej i św. Charbela, aby zabrali ją już do siebie. W najbliższą noc miała dziwny sen. Śniła, że przy jej łóżku zjawił się św. Charbel wraz z innym zakonnikiem i powiedział, że przyszedł zoperować jej szyję. Chora początkowo nie chciała się na to zgodzić, ale w końcu uwierzyła argumentacji mnichów, że tylko wtedy odzyska zdrowie, gdy podda się operacji. "Jak mogą to zrobić, skoro nie mają narzędzi chirurgicznych i środków znieczulających?" - pytała sama siebie, drżąc ze strachu. W pewnym momencie poczuła ręce zakonnika na swojej szyi i wielki ból, ale nie mogła krzyczeć ani się opierać. Kiedy operacja się zakończyła, zbliżył się drugi zakonnik, pomógł jej usiąść, poprawił poduszkę i podał szklankę wody. Powiedziała mu, że nie może pić bez słomki, gdyż ma sparaliżowany język. Zakonnik zapewnił ją, że jest już zdrowa i że może sama jeść, pić, chodzić oraz pracować. Potem obaj mnisi zniknęli w tajemniczym świetle. Kiedy sen się skończył, Nouhad zaraz się obudziła i z radością stwierdziła, że jej paraliż całkowicie ustąpił. Wstała sama z łóżka i bez żadnych trudności zaczęła chodzić po pokoju. Patrząc w lustro, zauważyła, że po obu stronach szyi ma dwie blizny o długości 12 centymetrów każda, ze szwami, z których zwisały końcówki czarnych nici chirurgicznych. Jej szyja i nocna koszula były całe zakrwawione. Kiedy jej mąż się przebudził, zaczął krzyczeć ze strachu, ponieważ zobaczył swoją żonę we krwi, z dwoma bliznami na szyi, swobodnie chodzącą po pokoju. "Co się z nią stało, przecież była sparaliżowana i sama w ogóle nie mogła wstać z łóżka? Skąd tyle krwi?". Nouhad uspokoiła męża i w szczegółach opowiedziała mu o nocnej wizycie św. Charbela, o przebytej operacji oraz swoim całkowitym uzdrowieniu.
św. CharbelJeszcze tego samego dnia cała rodzina Al-Chami pojechała do klasztoru w Annai, żeby donieść przełożonemu o cudzie uzdrowienia za pośrednictwem św. Charbela. Następnego dnia Nouhad zgłosiła się do szpitala w Bejrucie, by spotkać się z lekarzami, którzy ją leczyli. Można sobie wyobrazić ich zdziwienie, gdy po dokładnych badaniach i usunięciu szwów stwierdzili, że z medycznego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć całkowitego powrotu do zdrowia pani Nouhad, a tak perfekcyjnie założonych szwów jeszcze nigdy nie widzieli.
Wiadomość o cudownym uzdrowieniu Nouhad Al-Chami odbiła się głośnym echem w środkach masowego przekazu w całym Libanie. Tłumy ciekawskich zaczęły przychodzić do jej domu. Proboszcz i lekarz rodzinny doradzali kobiecie, aby przeniosła się z rodziną w inne miejsce. Jednakże pewnej nocy podczas snu znowu pokazał się jej św. Charbel i powiedział: "Zoperowałem cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak jakby Bóg nie istniał. Proszę cię, abyś uczestniczyła we Mszy św. w klasztorze Annaya 22 dnia każdego miesiąca. Na pamiątkę twojego uzdrowienia, do końca ziemskiego życia, w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22 dnia każdego miesiąca twoje pooperacyjne rany będą krwawić".
Od tego czasu każdego miesiąca w wyznaczonym dniu uzdrowiona Nouhad przybywa do klasztoru w Annai, aby wraz z wielką rzeszą pielgrzymów uczestniczyć we Mszy św. i dziękować za cud uzdrowienia.
Trzeba w tym miejscu odnotować jeszcze inne dziwne zjawisko: otóż obraz św. Charbela wiszący w domu Nouhad Al-Chami zaczął wydzielać pachnący olej o składzie, który w ogóle nie występuje w przyrodzie.
Ponadto w ogrodzie państwa Al-Chami rósł duży dąb, który - jak mówi Nouhad - został pobłogosławiony przez św. Charbela, aby chorzy mogli wracać do zdrowia, pijąc wywar z jego liści.  
W 1996 r. głośne stało się w Libanie cudowne uzdrowienie trzydziestoletniej Nadii Sader, matki dwójki dzieci. Była ona bardzo bogatą kobietą, uwielbiającą luksusowy i rozrywkowy styl życia. Pewnego dnia została całkowicie sparaliżowana, a przy tym cośw. Charbeljakiś czas nawiedzały ją straszne bóle. Nic nie pomagały pobyty w różnych europejskich klinikach ani wizyty u najlepszych specjalistów. Pobożna przyjaciółka doradziła chorej Nadii, aby przystąpiła do spowiedzi, przyjęła Komunię św. i modliła się o uzdrowienie za wstawiennictwem św. Charbela. Dała jej również do picia wywar z liści dębu z ogrodu Nouhad Al-Chami, który miał pobłogosławić św. Charbel, kiedy pokazał się jej we śnie.
Nadia początkowo z cynizmem odrzuciła te wszystkie propozycje, ale po kilku dniach wielkiego cierpienia zgodziła się. Najpierw pojednała się z Bogiem w sakramencie pokuty, potem przyjęła Komunię św. Zaczęła się również modlić, prosząc św. Charbela o wstawiennictwo u Boga. Po modlitwie zgodziła się wypić napar z liści pobłogosławionego dębu. Po pierwszym łyku poczuła straszny ból, zaczęła krzyczeć i zemdlała. Później wyznała, że przed omdleniem zobaczyła Najświętsze Serce Jezusa otoczone intensywnym światłem. Po tym widzeniu straciła świadomość, którą odzyskała dopiero po trzech dniach. Po przebudzeniu wstała sama z łóżka - okazało się, że jej paraliż całkowicie ustąpił. Nadia mogła rozpocząć normalne życie, ale już inne niż przed chorobą. Zrozumiała, że człowiek, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał, jest największym nędzarzem na kuli ziemskiej, chociażby posiadał wielkie dobra materialne. Od tego czasu codziennie odmawia różaniec, czyta Pismo św., regularnie przystępuje do sakramentów i jest całkowicie oddana mężowi, wychowaniu dzieci oraz potrzebującym pomocy. 
św. CharbelRóżnorodne historie cudownych uzdrowień wskazują na fakt, że - jak trafnie zauważył A. de Saint-Exupery, autor Małego Księcia - "to, co najważniejsze, jest niewidzialne dla oczu" - a więc powrót do Boga oraz trud życia wiarą na co dzień. Główną misją św. Charbela było i jest uświadamianie ludziom, poprzez znaki i cuda, że Bóg istnieje, że czas naszego ziemskiego życia jest krótki i nie można go marnować, lecz trzeba go wykorzystać na dojrzewanie do miłości, bo w chwili naszej śmierci będzie się liczyła tylko miłość. "Chrystus wie, co jest w waszych sercach - mówił św. Charbel - i dlatego pragnie je przemieniać. Nie szukajcie prawdy poza Chrystusem. Kiedy Go poznacie, poznacie Prawdę i otrzymacie wolność i miłość. Chrystus pragnie, abyście byli wolni i nauczyli się kochać. Bądźcie pewni, że z Chrystusem zwyciężycie wszelkie zło". 
św. CharbelŚwięci są czytelnym znakiem obecności niewidzialnego Boga, kochają nas i działają mocą Jego miłości. Innymi słowy to sam Pan Bóg działa przez nich, apeluje do naszej wolności, pokazuje nam ostateczny sens i cel naszego ziemskiego życia - niebo. Wzywa nas do nawrócenia, byśmy porzucili drogę grzechu, która prowadzi do strasznej rzeczywistości piekła, i zachęca do wytrwałej, codziennej modlitwy, regularnej spowiedzi, częstej Eucharystii oraz do życia według zasad Ewangelii. 


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Idzie człowiek




Fatima - Moskwa - Jerozolima - Asyż
24 czerwca - 27 października 2011
Każdy z nas pielgrzymował dotychczas osobno,
ale Opatrzność zechciała połączyć nasze ścieżki.
Od razu poczuliśmy, ze spotkaliśmy się po to,
żeby wyruszyć pieszo trzema szlakami
we wspólną drogę, która prowadzi do jednego celu.
Wyruszymy latem 2011 roku.
Dominik wyruszy samotnie z Moskwy,
Wojtek z Fatimy, a Roman z Jerozolimy.
Każdy ma do przejścia około trzech tysięcy kilometrów.
Spotkamy się w Asyżu 27 października,
żeby wspólnie modlić się przy grobie Franciszka.

Pragniemy przypomnieć światu orędzie pokoju,
które 25 lat temu wygłosili w Asyżu
przedstawiciele wszystkich religii, zaproszeni
przez Jana Pawła II do wspólnej modlitwy o pokój
dla świata i rozwój oparty o poszanowanie
godności każdego człowieka.
Wierzymy że w naszej drodze nie będziemy sami,
że do naszej pielgrzymki dołącza wszyscy,
którzy chcą wesprzeć dzieło,
które zapoczątkował nasz wielki rodak,
a któremu na imię “cywilizacja miłosci”.






Węgrzy pielgrzymują z nami



Dzień przed wylotem do Tel-Avivu Roman przyjechał do Częstochowy żeby modlić się przed obrazem Pani Jasnogórskiej - patronką pielgrzymowania bo jako pierwsza "wybrała się z pośpiechem w góry..."
Gdy idąc z dworca pojawił się w nocy w Kaplicy Obrazu, powitał go niezwykle piękny śpiew w dziwnym języku...
Okazało się że na Jasną Górę przybyła Narodowa Pielgrzymka Węgrów, dziękować za 1000 lat chrześcijaństwa na Węgrzech i za łaski okazane narodowi węgierskiemu. 700 rozmodlonych Węgrów zajęło naszą Jasną Górę... ale jak rozmodlonych!
Różaniec w ich wykonaniu to prawdziwa szkoła modlitwy. Jako pierwszy kraj w Europie w swojej konstytucji Węgrzy umieścili preambułę z odwołaniem się do Boga i wartości chrześcijańskich.
Dzięki zaprzyjaźnionemu z pielgrzymami duszpasterzem Węgrów, o. Emmanuelem z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, poznałem wiele ciekawych osób. Poproszono mnie abym opowiedział o pielgrzymce Idzie Człowiek. Wielu Węgrów podjęło modlitwę w intencji trzech dróg do Asyżu. Na koniec poproszono mnie żebym opowiedział o pielgrzymce przed kamerą węgierskiej telewizji publicznej. A na koniec największa niespodzianka: Przewodniczący Parlamentu Republiki Węgier Laszlo Kover z małżonką przyjęli zaproszenie do wspólnego pielgrzymowania.
Laszlo Kover powiedział: 
- To dla nas zaszczyt włączyć się w pielgrzymkę, która promuje nasze wspólne wartości, tak potrzebne dziś całej Europie.
Na koniec uroczystej mszy przed Obrazem Madonny Częstochowskiej pochyliły się sztandary dwóch bratnich krajów, z których jeden przekazał drugiemu przewodniczenie w Unii Europejskiej.

piątek, 12 sierpnia 2011

Chciałam tylko wypełnić Bożą wolę


Ursula Herberg z Niemiec w Medziugorju, w roku 2009 wyzdrowiała z raka trzustki. „Mam pięćdziesiąt dwa lata, jestem mężatką, mam ośmioro dzieci, z których dwoje jest w niebie. Trzy córki są już mężatkami i jestem dumną babcią siedmiorga wnucząt. Chce wam opowiedzieć co zrobił dla mnie Bóg.”
Wszystko zaczęło się w sierpniu 2008 roku. Ciągle miałam podwyższoną temperaturę, byłam tak zmęczona, że mogłam się poruszać tylko z pokoju do kuchni, po czym musiałam długo odpoczywać, aby dojść do siebie. Spędziłam szesnaście dni w szpitalu, gdzie wykonano wiele badań, nic jednak nie zostało stwierdzone. Przez krótki czas było mi nieco lepiej, ale wiosną 2009 roku znów wszystko zaczęło się od nowa – podwyższona temperatura, zmęczenie i wiele nowych badań. Tomografia komputerowa wykazała guz pankreasu – guz na trzustce. Bardzo się bałam, gdyż 90 procent pacjentów z taką diagnozą umiera w ciągu roku, a wielu już w ciągu trzech miesięcy.
Przez tydzień byłam smutna i zmartwiona tym jak moja rodzina z tym sobie poradzi. Potem całkiem się uspokoiłam i nawet znów odnalazłam zagubioną radość. Modliłam się o Bożą pomoc i ochronę dla swojej kochanej rodziny. Więcej w ogóle nie bałam się tego, co mnie czeka. Bóg dawał mi wielką siłę, abym mogła to wszystko udźwignąć. Z głębokim przekonaniem i z całego serca mogłam powiedzieć Boże, niech będzie Twoja wola, Jezu, ufam Tobie. Byłam całkowicie pewna, że Jezus będzie ze mną, że mi pomoże i będzie mnie prowadzić jeśli będę musiała przyjąć naświetlania lub gdy będę mieć silne bóle. Wielu dobrych ludzi, moja rodzina, przyjaciele i wiele modlących się osób było ze mną. Z serca im dziękuję, a w szczególności bardzo dziękuję Matce Bożej. Jeśli już muszę umrzeć, myślałam, mogę powiedzieć Bogu, że i na to jestem całkowicie przygotowana. Chciałam tylko wypełnić Jego wolę. Czeka mnie Jego pokój i Jego chwała, i na to przygotowywałam się z wielką wdzięcznością. Cóż, dobry Bóg miał coś innego w planie.
Przesunięte badanie
7 maja 2009 roku ponownie poszłam do szpitala na badania. Trzeba było wykonać jedno badanie, w którym należało połknąć rurkę do punkcji guza, ale do badania tego nie doszło, ponieważ trzy dni wcześniej miałam inne badania, przy których doszło do uszkodzenia gardła. Lekarz przesunął termin badania za tydzień, kiedy gardło się zaleczy. Miało to być 14 maja, ale mój mąż i ja już od dawna mieliśmy zaplanowaną podróż do Medziugorja, z wyjazdem ustalonym na 19 maja. Poprosiłam lekarza, aby przesunął badanie, aż wrócimy z urlopu. Powiedziałam, że jedziemy na urlop, ponieważ nie odważyłam się powiedzieć, że lecę do Medziugorja. Lekarz wyjaśnił mi jak bardzo poważna jest choroba i jakie są moje rokowania i w żadnym razie nie zalecał podróży, nie wyrażał na nią zgody, ale ja absolutnie musiałam pojechać do Medziugorja. Była to moja druga podróż do Medziugorja. Powiedziałam lekarzowi, że ten urlop jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ jeśli będę musiała długo leżeć w szpitalu, wspomnienia tego urlopu będą mi dawały siłę. Jeśli muszę umrzeć, chcę przynajmniej przed tym przeżyć jeszcze coś pięknego, razem ze swoim mężem. Lekarz przekonywał mnie, że nie będę mieć spokoju, że ciągle będę myśleć o guzie… Ostatecznie zapytałam go co on by zrobił na moim miejscu, jako chory, a nie jako lekarz. Po krótkim namyśle powiedział, abym spędziła jeszcze z rodziną święto Zesłania Ducha Świętego i przyszła do szpitala 3 czerwca.
Silnie odczuwałam obecność Jezusa
Mój mąż i ja pojechaliśmy więc z pewną grupą pielgrzymów do Medziugorja. Przybyliśmy do Medziugorja nocą 20 maja. Czułam się bardzo źle. Po raz pierwszy miałam też silne bóle. Zadawałam sobie pytanie, czy na pewno podjęliśmy dobrą decyzję. Podróż była naprawdę męcząca. Każdego ranka szłam na Mszę świętą, a wieczorem na program wieczorny. Tyle mogłam zrobić. Na Križevac i Wzgórze Objawień nie miałam sił, nie mogłam pójść i bardzo mi tego brakowało. Byłam jednak bardzo wdzięczna, że w ogóle mogę tu być. Silnie odczuwałam obecność Jezusa, w szczególności w czasie Komunii świętej, adoracji i modlitwy o uzdrowienie. Każdego wieczoru prosiłam Boga, aby mnie uzdrowił, ale przede wszystkim myślałam o swojej duszy, modliłam się o łaskę, abym mogła wypełnić Jego wolę i przyjąć swoją chorobę. Właściwie już ją przyjęłam, ale modliłam się o siłę, abym mogła ją udźwignąć. Gdzieś mimochodem modliłam się też o uzdrowienie ciała, ale naprawdę mimochodem. Uzdrowienie fizyczne nie było dla mnie najważniejsze.
Guz zniknął
Po tym jak przez sześć dni czułam się bardzo źle, 26 maja razem z mężem powoli wspięłam się na Wzgórze Objawień. Z pielgrzymki wróciłam do domu wzmocniona. Drogiego Boga zabrałam ze sobą. W domu mąż i ja z całą rodziną świętowaliśmy jeszcze uroczystość zesłania Ducha Świętego. 2 czerwca nasz proboszcz udzielił mi namaszczenia chorych, które było dla mnie bardzo ważne, a 3 czerwca zostałam przyjęta do szpitala. Byłam bardzo zdenerwowana, ponieważ jednak nie była to mała rzecz. Kiedy lekarz wykonał badania – endoskopowe USG z punkcją guza, nie znalazł go. Wierzyli lub nie, mojego guza więcej nie było! Kiedy wybudziłam się z narkozy i kiedy lekarz powiedział mi, że nie ma guza, że nic nie ma, nie mogłam tego pojąć. Myślałam, że może nie popatrzył dobrze, że go przeoczył. Zwłaszcza, że mój ojciec umarł na guza trzustki. Dlatego martwiłam się, aby lekarz czegoś nie pominął. Lekarz wykonał jeszcze jedno badanie – USG kontrastowe – i niczego nie było. Nie było guza. Znów byłam zdrowa, ale potrzebowałam dużo czasu, aby to wszystko zrozumieć. Dziękuję naszej drogiej Matce Bożej i naszemu drogiemu, miłosiernemu Jezusowi.
Glasnik mira, czerwiec 2011 r.



Chwycili za różaniec i przyszło odrodzenie
Z ks. Robertem Dłubałą SDS, salwatorianinem od trzynastu lat pracującym na Węgrzech, kapelanem pierwszej w Europie Katolickiej Akademii Piłkarskiej, która przed dwoma laty powstała w tym kraju, rozmawia Małgorzata Bochenek.
Na Węgrzech trwa Krucjata Różańcowa w intencji Ojczyzny. Włączyło się w nią 10 procent narodu, ok. 2 mln ludzi. Skąd w tym narodzie takie umiłowanie Różańca i wiara w jego moc?- Różaniec w życiu katolika węgierskiego, co trzeba podkreślić, zawsze odgrywał ważną rolę. Stanowił oręż i można porównać to do polskiej pobożności różańcowej. Jednak w ostatnich latach obserwujemy jakby na nowo zachwyt Różańcem, ta modlitwa przeżywa na Węgrzech swój renesans. Węgrzy wzięli sobie do serca słowa kard. Józefa Mindszenty, który w latach komunizmu napisał, że Węgry zostaną uratowane przez Różaniec. Potrzeba jednak, aby choć 10 proc. narodu codziennie odmawiało tę modlitwę za Ojczyznę. I faktycznie od kilku lat Węgrzy codziennie odmawiają Różaniec, jego paciorki przesuwają nie tylko osoby starsze, ale także bardzo wielu ludzi młodych. Od kilku lat Różańcem dosłownie oplatają stolicę swojego państwa. Wzdłuż granic Budapesztu, w którym żyje dwa miliony Węgrów, jesienią każdego roku idą pielgrzymki, modląc się na różańcu. Już sam plakat reklamujący to modlitewne poruszenie jest bardzo wymowny – mapa Budapesztu otoczona różańcem. Zatem Węgrzy otaczają stolicę swojego państwa, serce kraju, różańcem, polecając Bogu za wstawiennictwem Maryi całą ojczyznę. Węgrzy kilka lat temu zrozumieli, że konieczne są przemiany w ich narodzie, a mogą się one dokonać jedynie przez odrodzenie ducha, dlatego chwycili za różaniec, zobowiązując się do codziennej modlitwy w intencji Ojczyzny.
To odrodzenie ducha narodu widać także w obecnym prawodawstwie węgierskim. Które osiągnięcia uznałby Ksiądz za najważniejsze?- Bardzo ważne są dokonane zmiany w konstytucji, już w jej preambule jest odwołanie do Boga. Podejmowana jest polityka prorodzinna, służąca rodzinie, wspierająca jej byt materialny, wzmocniona została ochrona życia poczętego, a także prawnie bronione jest małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Węgrzy mają nadzieję, że te zmiany idące w dobrym kierunku zostaną utrzymane. W Parlamencie Europejskim zaatakowano nową konstytucję węgierską, skrytykowano, że nie odpowiada ona normom europejskim. Jednak odpowiedź premiera Viktora Orbána była zdecydowana – Unia Europejska nie ma prawa ingerować w wewnętrzne sprawy państwa. Co ciekawe, konstytucja była konsultowana społecznie, każdy obywatel drogą e-mailową czy listownie mógł wyrazić swoją opinię na konkretne tematy. Rząd zdecydował się właśnie na taką formę, gdyż zdawał sobie sprawę, że konstytucja musi być zgodna z głosem ludu, dla którego przecież zostaje ustanowiona. Lata sekularyzacji, komunizmu, wyrządziły bardzo wiele zła, jednak obecne przemiany pozwalają z nadzieją patrzeć w przyszłość. Formacja duchowa przełożyła się również na prezydencję w Unii Europejskiej. Węgrzy jako jeden z priorytetów przewodnictwa UE wskazali właśnie wsparcie rodziny. Podczas Narodowej Pielgrzymki Węgrów do Polski, która odbyła się pod koniec czerwca na Jasnej Górze, podkreślano, że przekazując przewodnictwo w Unii Europejskiej, Węgrzy mają nadzieję, iż również Polacy podczas swojej prezydencji staną się strażnikami wierności wartościom chrześcijańskim.
Jakie jeszcze są przejawy przemiany duchowej, która następuje w narodzie węgierskim?- Zwrócę tu uwagę na młodzież, która jest przecież przyszłością każdego narodu. Jako salwatorianie organizujemy piesze pielgrzymki. Widzimy, jak ogromne jest zapotrzebowanie na nie ze strony zwłaszcza węgierskiej młodzieży. W zeszłym tygodniu pieszo pielgrzymowali do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, co roku biorą udział w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Wędrujemy z polską grupą wyruszającą z Bielska-Białej. Młodzież bardzo żywo uczestniczy w tym życiu pielgrzymkowym.
To właśnie na Węgrzech powstała pierwsza Katolicka Akademia Piłkarska w Europie, której celem również poprzez sport jest przekazywanie młodym ludziom wartości chrześcijańskich, wychowanie młodego człowieka. Odradza się szkolnictwo katolickie. O odnowie ducha świadczy również wzrost liczby powołań kapłańskich czy zakonnych.
Węgrzy podejmują kroki ku zmianom, może nie są one siedmiomilowe, ale systematyczne. Szczególnie katolicy zdają sobie sprawę, że odrodzenie państwa może dokonać się tylko przez odnowę duchową. Dlatego podjęli wezwanie do nowej ewangelizacji, czerpiąc siły z modlitwy różańcowej. Zrozumieli to także, dokonując odpowiedniego wyboru władz, którym naprawdę zależy na przestrzeganiu wartości chrześcijańskich. Silne morale przekładają się na życie społeczne, gospodarcze, polityczne. Naród to przede wszystkim ludzie, żywa społeczność, dlatego rządzący postawili na wsparcie konkretnego człowieka, m.in. poprzez politykę służącą rodzinie, przejawiającą się w dodatkach na dzieci, niższych podatkach.
To wydaje się wręcz niesamowite, że Węgrzy w czasach, kiedy rodzina wielodzietna jest ośmieszana, gdy poniżane są wszelkie wartości związane z wiarą katolicką, będąc w Unii Europejskiej, powiedzieli zdecydowane „nie” europejskiej propagandzie. Tym samym dają przykład nam, Polakom…- Bardzo ważną rolę odgrywa przykład czołowych polityków prezydenta Pála Schmitta czy premiera Viktora Orbána. Nie ulegają naciskom i twardo stoją na stanowisku, że wartości chrześcijańskie dadzą przyszłość narodowi. Stawiają na rodzinę, wiedząc, że aby mogła ona realizować swoje powołanie do rodzenia i wychowania dzieci, musi mieć zapewnioną sferę materialną.
Jak na to, co dokonuje się na Węgrzech, reagują mieszkańcy tego kraju? Czy przemiany te postrzegają jako owoc odrodzenia duchowego, moralnego narodu dzięki krucjacie różańcowej?- Jestem przekonany, że tak. „Kołaczcie, a będzie wam otworzone” – ta ich modlitewna prośba nie pozostaje bez echa. Zanoszona jest do Boga poprzez ręce Maryi, która jest Królową także Węgier, które Maryi zawierzył św. Stefan. Dla człowieka wierzącego mocą jest modlitwa. Młodzi podejmują pielgrzymi trud, gdyż chcą uczestniczyć w rekolekcjach w drodze. Każdy dzień kończymy modlitwą różańcową, wśród wielu osobistych intencji zawsze jest także ta za ojczyznę, by była krajem wartości, w którym ludzie będą mieli zapewnioną godną przyszłość. To jest bardzo budujące. Węgrzy mają o wiele mniejszy potencjał katolików niż Polacy, jedynie ponad połowa społeczeństwa jest katolicka, a jednak od Węgrów Polacy dziś mogą się wiele uczyć.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Nasz Dziennik, 13 lipca 2011
Podaję oficjalną stronę Krucjaty Różańcowej za Polskę – Sekretariatu w Niepokalanowie.

Proponujemy zapoznanie się z poniższymi propozycjami oraz rozsyłanie tego tekstu do naszych znajomych (wersja bez polskich znaków znajduje sie na samym dole)
Szczęść Boże!
Proszę
  1. Odmawiać codziennie Różaniec za Ojczyznę (przynajmniej jedną dziesiątkę) w poniższej intencji: „Z Maryja Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu”
  2. Zamawiać Msze Święte w intencji Ojczyzny – „O nawrócenie Polski, by była wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii i by wypełniła Jasnogórskie Śluby Narodu”. Informacje o tym będziemy umieszczać na www
  3. Podejmować wyrzeczenia i post w intencji Ojczyzny
  4. Zachęcać też innych i przysyłać deklaracje pocztą lub mailem na adres podany na www.krucjatarozancowazaojczyzne.pl
Poniżej pewne sugestie – być możne cześć z nich byłaby do wykonania:
Najlepiej i najtaniej byłoby zgrać sobie pliki do pobrania z www na cd lub na pen-drive i znaleźć jakąś drukarnie w pobliżu i namówić szefa tej drukarni by albo odpłatnie albo bezpłatnie wykonał druki zgłoszeń i plakatów. Odciąży to nas od kosztów wysyłki.
Można też deklaracje wykonać na zwykłym ksero lub drukarce komputerowej w wersji czarno-białej.
Poza tym:
  1. W miarę swoich możliwości proszę docierać do mediów katolickich, od pisemek parafialnych do pism o szerszym zasięgu, be te opublikowały nasz plakat u siebie i umieściły wewnątrz czasopisma deklaracje.
  2. W swojej parafii można poprosić by podano w ogłoszeniach na Mszach Świętych informację o powstaniu Krucjaty Różańcowej modlącej się za Ojczyznę, możne uda się to połączyć z osobistą zachętą do przystąpienia i rozdaniem deklaracji.
  3. Należałoby dotrzeć do grup pielgrzymkowych i Sanktuariów w Polsce i za granica z informacja i materiałami Krucjaty.
Tekst bez polskich znaków:
Szczęść Boże!
  1. Proszę odmawiać codziennie Różaniec za Ojczyznę (przynajmniej jedna dziesiątkę dziennie) w poniższej intencji:
    „Z Maryja Królową Polski módlmy się o Polskę wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu”
  2. Zamawiając Msze Święte w intencji Ojczyzny – „O nawrócenie Polski, by była wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii i by wypełniła Jasnogórskie Śluby Narodu”. Informacje o tym będziemy umieszczać na www
  3. Podejmować wyrzeczenia i post w intencji Ojczyzny
  4. Proszę  zachęcać tez innych i przysyłać deklaracje poczta lub mailem na adres podany na www.krucjatarozancowazaojczyzne.pl
Poniżej pewne sugestie – być może cześć z nich byłaby do wykonania:
Najlepiej i najtaniej byłoby zgrać sobie pliki do pobrania na www.krucjatarozancowazaojczyzne.pl na cd lub na pendrive i znaleźćc jakąś drukarnie w pobliżu i namówić szefa tej drukarni by albo odpłatnie albo bezpłatnie wykonał druki zgłoszeń i plakatów. Odciąży to nas od kosztów wysyłki.
Można tez deklaracje wykonać na zwykłym ksero lub drukarce komputerowej w wersji czarno-białej.
Poza tym:
  1. W miarę swoich możliwości proszę docierać do mediów katolickich, od pisemek parafialnych do pism o szerszym zasięgu, by te opublikowały nasz plakat u siebie i umieściły wewnątrz czasopisma deklaracje.
  2. W swojej parafii poprosić by podano w ogłoszeniach na Mszach Świętych informacje o powstaniu Krucjaty Różańcowej modlącej się za Ojczyznę, może uda się to połączyć z osobistą zachętą do przystąpienia i rozdaniem deklaracji.
  3. Należałoby dotrzeć do grup pielgrzymkowych i Sanktuariów w Polsce i za granica z informacja i materiałami Krucjaty.                            Do pobrania materiały
Tak więc krucjata ruszyła i ruszyło oficjalne liczenie!

Do Sekretariatu można zgłosić przystąpienie indywidualnie lub całej Wspólnoty, Grupy modlitwnej, Róż Różańcowych lub Parafii, to zależy od woli osób przystępujących. Poza przypadkiem zgłoszenia indywidualnego (poprzez wypełnienie deklaracji i jej wysłanie pocztą lub mailem) nie ma konieczności przekazywania do Sekretariatu danych wszystkich członków danej wspólnoty lub grupy modlitewnej, która zgłasza swój akces. Wystarczy, iż osoba odpowiedzialna zawiadomi Sekretariat o liczbie osób
modlących się w podanej intencji Krucjaty. Sekretariat spełnia rolę służebną – rejestruje zgłoszenia oraz powiadamia naszych Pasterzy i opinię publiczną o liczbie uczestników Krucjaty. Aktywność, pomysłowość i inicjatywy uczestników Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę zależą nie od Sekretariatu lecz od katolickiej formacji samych jej uczestników. Sekretariat nie wyręczy nikogo z konieczności dotarcia z informacjami o Krucjacie Różańcowej do Czcigodnych Pasterzy naszego Kościoła, do Kapłanów,
Duchowieństwa, opiekunów wspólnot, moderatorów, redaktorów czasopism katolickich – parafialnych i ogólnopolskich, czy tez pielgrzymów idących do Sanktuariów Maryjnych . Każdy z nas jest wezwany do zgłaszania pomysłów ale przede wszystkim wezwany jest do ODWAŻNEGO DZIAŁANIA bez przerzucania na barki innych osób własnych pomysłów, które chciałby zrealizować….
Kontakt
Krucjata Różańcowa za Ojczyznę,
Sekretariat
96-515, Teresin – Niepokalanów
skrytka pocztowa nr 5
e-mail: sekretariat@krucjatarozancowazaojczyzne.pl
W niedzielę 24 lipca w parafii Św. Rodziny w Gdańsku Stogach na wszystkich Mszach Świętych wierni wysłuchali informacji o Krucjacie Różańcowej w intencji Ojczyzny. Kapłani gorąco zachęcali do udziału w krucjacie i ponad pięćset osób pobrało deklarację przystąpienia do niej. Stogi są dzielnica „wczasową” można mieć nadzieję, że poprzez osoby przyjezdne dzieło modlitwy różańcowej w intencji Ojczyzny będzie jeszcze szerzej rozpropagowane.www.krucjatarozancowazaojczyzne.pl
Czekamy na włączenie się innych parafii księży i biskupów.


Audycja w Radiu Maryja:


http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2011/08/2011.08.04.rn22.mp3